Losowy tekscik:
Znów milczenie. Wreszcie Entorianka zrozumiała. Roześmiała się pobłażliwie i ujęła chłodne dłonie tamtej. Rozcierała je energicznymi ruchami, jakby to ona nagle stała się starsza i silniejsza.
-Przecież to niczego między nami nie zmienia – zaczęła. – Zawsze będę cię kochała i potrzebowała, także wtedy, kiedy znów stanę się samodzielna. Och, Lorano, nie mów, że potrafisz kochać mnie tylko bezradną i całkowicie od ciebie zależną?
-Nie – odszepnęła wreszcie malarka. Derra mogłaby wciąż bez końca słuchać tej przepięknego, zmysłowego głosu. – Nareszcie jesteś bezpieczna. Od dzisiaj nie musisz... nie musimy donikąd uciekać.
-Tak, Lorano. Dzięki staraniom marszałka nic mi już nie grozi. Uczę się teraz, jak żyć bez myśli o pościgu.
-Ten Raszkewicz to wspaniały człowiek o wielkim sercu. Zawsze będę mu wdzięczna za to, co dla ciebie zrobił.
-Ja również jestem mu bardzo wdzięczna. Nie spodziewałam się od niego aż tak wiele sympatii, bo znałam go od innej strony. Jeszcze rok temu byłam dla niego tylko zabawką.
Znów zapadło milczenie. Rozmowa nadal się nie kleiła, zamiast spontanicznego wzajemnego dokańczania myśli i pełnej entuzjazmu dyskusji, które bez końca prowadziły w Quatessinie, wymieniały jakieś banalne uwagi na temat człowieka, który – niezależnie od wszystkiego, co miał, by ocalić jej młodość i marzenia.
-Profesor chce operować cię tak szybko, jak tylko będzie to możliw – odparł. – Polubisz go na pewno. To niezwykle sympatyczny, spokojny staruszek, który wszystkim wokół przychyliłby nieba, gdyby mógł. Nie jest to dziwne, biorąc pod uwagę jego nazwisko. Jego odlegli przodkowie musieli być Polakami, podobnie jak Lorana. Po rozprawie uradzili z marszałkiem, że młody mężczyzna wróci na razie do Entorii, by jeszcze przez jakiś czas dyskretnie strzec Derrę przed Jacksonem, który mógł nie dać za wygraną, a także po to, by dopilnować na miejscu wszystkich spraw związanych z operacją i wozić dziewczynę do Polinii.
Następnego dnia po tuż po kolacji, którą Eliminator zjadł w domu Derry, zaczekał chwilę, aż jej ojcie wyjdzie na podwórze, by zajrzeć jeszcze przed zmierzchem do warsztatu i dokończyć jakąś stolarską pracę, zaś matka zaprowadzi chłopca na pięterko, szarpiąc go przy tym ze złością za łokieć i łajając głośno za jakąś wymyślną szkolną psotę. Kiedy zostali nareszcie we dwoje, zatrzymał dziewczynę w drzwiach kuchni, ujął ją znacznie delikatniej za nadgarstek i szepnął po angielsku wprost do ucha:
Pozostałe teksciki:
1 2 3 10353 10354 10355
Teksciki - strona główna
A kiedy dziewczyna ...
-Ależ ufam ci, Derr...
Wolałaby, aby przyn...
Przysunęła się bliż...
-Powiedziała, że pr...
Przysunęła się bliż...
-Wspomniałem już, ż...
Udawał, że rozbiera...
-Nie. Przecież powi...
-Owszem, mówił, naw...
-Przecież to niczeg...
-Ty też zbyt wiele ...
-Czy to znaczy, że ...
-Nie obchodzi ich t...
-Jestem tutaj ̵...
-To kochana dziewcz...
Gdy przyszła pora n...
-Kruczek będzie spu...
-Przecież to niczeg...
Wszystkie teksten
A kiedy dziewczyna ...
-Ależ ufam ci, Derr...
Wolałaby, aby przyn...
Przysunęła się bliż...
-Powiedziała, że pr...
Przysunęła się bliż...
-Wspomniałem już, ż...
Udawał, że rozbiera...
-Nie. Przecież powi...
-Owszem, mówił, naw...
-Przecież to niczeg...
-Ty też zbyt wiele ...
-Czy to znaczy, że ...
-Nie obchodzi ich t...
-Jestem tutaj ̵...
-To kochana dziewcz...
Gdy przyszła pora n...
-Kruczek będzie spu...
-Przecież to niczeg...
Wszystkie teksten